Awaryjne vs niezawodne laptopy

Na skróty

Swego czasu wśród samochodziarzy krążył dowcip-zagadka: dlaczego kierowcy, pięknych skąd inąd, samochodów marki alfa romeo nie mówią sobie „dzień dobry”? Ano, bo widzieli się już rano w serwisie. Abstrahując od prawdziwości czy fałszywości tego żartu dziś będzie o usterkowości. O samochodach też.

Awaryjność i – mimo przeciwnego znaczenia – niezawodność stanowią o tym samym. Mianowicie o tym, że kupiony za krwawicę laptop trafił szlag. Na matrycy niespełna półrocznego notebooka ni stąd, ni zowąd pojawił się poziomy czarny pas (karate nikt w domu nie ćwiczy). Ani nie spadł ze stołu, ani też teściowa nie potraktowała go wodą przy okazji podlewania stojącej obok paprotki, ani nawet koledzy syna ostatnio nie wprawiali się w wymianie inwertera.

ilustracja: Adobe Stock

Kolejne kroki są do przewidzenia. Poszukiwanie dowodu zakupu, odesłanie maszyny do serwisu etc. Jeśli laptop zostanie naprawiony i to w dodatku w rozsądnie krótkim czasie, to sprawę mamy z głowy. Gorzej, gdy usterka pojawi się znowu lub – co też nierzadko ma miejsce – nie zostanie poprawnie lub w ogóle usunięta. Pal sześć, gdy tylko posypią się gromy. Znacznie gorzej, gdy powodowani frustracją wzbijemy się niczym Felix Baumgartner na stratosferyczny poziom wściekłości.

„Gównoburza”

Obmyślamy wtedy strategiczny plan i wypowiadamy wojnę marce notebooków. Strumień żółci, która wylewa się z nas przybiera postać rwącego potoku. Obsmarowujemy więc producenta „A” naszego (do niedawna ukochanego notebooka) na forach, grupach dyskusyjnych i portalach społecznościowych. Psioczymy, szukając popleczników i sami dołączamy się do tych, którzy mieszają z błotem firmę „A”. Ale uwaga! Zanim zaczniemy siać hejt (zła energia, podobnie jak dobra – wraca!) lub rozpętywać – excuse my French – „gównoburzę” zadajmy sobie nieco trudu i:

  • po pierwsze, przeanalizujmy choć z grubsza postawy statystyki;
  • po drugie, poszperajmy i w miarę możliwości sprawdźmy źródła informacji nt. awaryjności komputerów konkretnej marki.

Jest jeszcze trzecie wyjście. Pójście na skróty i… przeczytanie ze zrozumieniem niniejszego artykułu.

Po tym nieco przydługawym wstępie pora na konkrety. Rozmiar każdego rynku wynosi 100%. Niech tym rynkiem będzie Polska, w której w ubiegłym roku sprzedano ok. 1,8 miliona laptopów. Załóżmy, że dzieli go między siebie kilkanaście firm, z których jedna, rzeczona „A”, ma największy kawałek tego tortu, wynoszący powiedzmy jedną czwartą, czyli 450 tysięcy sztuk., spółka „B” – 20 procent, czyli 360 tysięcy itd.

Wadliwość niejedno ma imię

Kolejnym założeniem niech będzie awaryjność wszystkich laptopów na poziomie 0,2%. Hipoteza jest oczywiście fałszywa, bo przecież awaryjność poszczególnych marek urządzeń jest różna – to jedno. A drugie, usterka przecież usterce nierówna. Trudno bowiem porównać samoistne uszkodzenie płyty głównej z przypadkowym wyłamaniem zawiasów. Niezależnie od stopnia skomplikowania niniejszego zagadnienia na powyższym przykładzie wyraźnie widać, że na 3600 wszystkich notebooków, które uległo uszkodzeniu aż 900 było producenta „A”. Posługując się logiką i nie wdając się w obliczenia wydaje się, że im więcej na rynku produktów konkretnej marki, tym więcej powinno ich wylądować w serwisie.

Marka Liczba sztuk Udział w rynku Liczba serwisowanych sztuk
A 450 tys. 25% 900
B 360 tys. 20% 720
C 198 tys 11% 396
D 180 tys. 10% 360
E 162 tys. 9% 324
pozostali 450 tys. 25% 900
łącznie 1,8 mln. 100% 3600

Tabela 1. Przykładowa zależność udziału marek laptopów w rynku a skala ich awaryjności.

Ponadto powszechnie wiadomo, że niewspółmiernie więcej opinii piszą w internecie sfrustrowani właściciele notebooków, które uległy awarii aniżeli ci, którzy są zadowoleni z użytkowanego sprzętu. Zawiedzeni udzielają się na forach, grupach dyskusyjnych i w mediach społecznościowych.

W statystykach awaryjności istotny jest również „kaliber” wady. Czasem bowiem (w tańszych modelach notebooków) skrzypi źle spasowana obudowa, wyłamie się zawias czy gniazdo zasilania. W wielu przypadkach da się jednak taką usterkę usunąć. W kontekście „rangi” uszkodzenia, co może wydawać się dziwne, gorzej jest z notebookami, które uchodzą za mało awaryjne. Jest duża szansa, że po upływie kilku lat notebook taki szybko stanie się elektrośmieciem. Jak można wnioskować z filmów serii „teardown” realizowanych przez portal iFixit, najnowsze laptopy są prawie nienaprawialne. Mimo solidnej konstrukcji, w razie awarii nie ma co wymieniać – cała elektronika (płyta główna, karty, układy we/wy) jest bowiem jedną zintegrowaną płytką wielkości telefonu komórkowego. Reszta to obudowa, bateria, ekran i klawiatura.

Zasłona milczenia

Analogicznie jest z niektórymi modelami samochodów. I tak wypasiony i niby-niezawodny „kombik w tedeiku” też ma swoją żywotność. Jak twierdzą znawcy tematu, „grubo po ponad setce tysięcy przejechanych kilometrów koszt wymiany »dwumasy« i pompowtryskiwaczy to wielokrotność dobrej wypłaty”.

Wróćmy jednak do komputerów. Firmy uchodzące za wytwórcę czy to bardzo solidnych, czy kiepskiej jakości notebooków niechętnie podają (o ile w ogóle) dane dotyczące awaryjności swoich produktów. Czasem tego typu informacje publikują niezależne serwisy. Przykładem raczej wiarygodnego źródła danych może być amerykańska firma Rescuecom, na temat której można usłyszeć, zobaczyć i przeczytać pozytywne opinie nie tylko w rozmaitych mediach (CNN, Forbes, Computerworld czy The New York Times), lecz także w sieci. W zakres usług świadczonych od 1978 roku (sic!) przez Rescuecom wchodzi m.in. naprawa desktopów i notebooków, wsparcie techniczne, odzyskiwanie danych, usuwanie szkodliwego oprogramowania etc. Jest to więc podmiot, który cieszy się ogromnym zaufaniem nie tylko zwykłych użytkowników, lecz także branży IT – jako przedsiębiorstwo o bardzo bogatym doświadczeniu w serwisowaniu laptopów. Właśnie stąd liczne cytowania w fachowych mediach rocznych raportów niezawodności komputerów, publikowanych przez Rescuecom.

Raport o awaryjności

Pójdźmy więc za przykładem nie tylko amerykańskich, ale i polskich mediów (branżowego czasopisma CRN Polska) i przytoczmy raport z 2016 roku dotyczący amerykańskiego rynku laptopów i tabletów. Ne będziemy zajmować się firmami Amazon, RCA i Verizon, gdyż nie dość, że wytwarzają one tablety, to nie ma ich na polskim rynku. Jako pierwsza spółka w zestawieniu figuruje Apple z udziałem w rynku przekraczającym jedną piątą, choć udział w liczbie napraw jest nieduży – 2,5%. Świadczy to to dużej solidności urządzeń spod znaku jabłka – stąd świetna ocena A+. Wysoka jakość ma jednak swoją cenę. Wiadomo jaką.

Marka Udział w amerykańskim rynku komputerów i tabletów Udział w liczbie napraw w serwisie Rescuecom Punktacja Poziom niezawodności
Amazon 10,0 0,09 11 560 A+
RCA 5,0 0,17 2890 A+
Apple 21,3 2,5 849 A+
Verizon 1,4 0,2 809 A+
LG 4,1 0,6 677 A+
Samsung 5,9 1,9 363 A
Asus 4,3 3,8 113 B
Microsoft 2,1 2,2 97 B-
Lenovo 6,1 7,7 79 C
Acer 2,3 4,1 57 D
Dell 10,9 24,8 44 F
HP 12,9 31,9 40 F
Toshiba 2,0 5,5 36 F

Tabela 2. Roczny raport niezawodności komputerów 2017 (źródło: www.rescuecom.com)

Nas jednak interesują urządzenia „środka”, których używa zdecydowana większość. Do takich zarówno w USA, jak i w Polsce należą notebooki firm Acer, Asus, Dell, HP, Lenovo czy Samsung. Maszyny najbardziej awaryjne wywodzą się ze stajni HP, Dell i Lenovo, ale też te trzy firmy mają w USA dwie trzecie rynku! Nie ma więc co dziwić się, że zarówno w USA, jak i nad Wisłą internauci wieszają psy na najbardziej podatnych na usterki, ale też najczęściej sprzedawanych komputerach przenośnych.

Podsumowanie

Kupując taniego lub ze średniej półki laptopa, liczmy się niestety z tym, że nie będzie on maszyną bez wad, która posłuży nam bezawaryjnie służyła tak wiernie, jak diesel „wolnossak” po wykręceniu pół miliona kilometrów. Można pokusić się o wykupienie dodatkowej gwarancji, ale wcześniej należy sprawdzić, czy nam to opłaci się. Średni czas życia laptopa bowiem coraz bardziej skraca się i w praktyce wynosi już około 5 lat.

Post Scriptum

Z awaryjnością wiąże się jeszcze inne bardzo interesujące zagadnienie. Jest nim mianowicie planowane starzenie zwane również planowanym postarzaniem produktu (ang. planned obsolescence względnie built-in obsolescence). Ale to już temat na kolejny artykuł.

W skrócie

  1. Wytwórcy laptopów niemal milczą na temat awaryjności swoich produktów, a szczątkowe dane z niezależnych firm naprawczych niewiele mówią (zalanie notebooka kawą to też awaria).
  2. To, że w serwisach najczęściej lądują notebooki marki „A” najczęściej oznacza, że jest ich najwięcej na rynku, a nie to, że są najbardziej zawodne.
  3. Usterka usterce nierówna: pękająca obudowa nijak ma się do samoistnej „śmierci” płyty głównej.
  4. Jest duża szansa, że bardzo drogi laptop będzie długo działał bez awarii, natomiast jeśli już „padnie”, to koszt naprawy może wyprowadzić cię równowagi.
  5. Kup dodatkową gwarancję lub ubezpieczenie laptopa – będzie ci się lepiej spało.
4683 laptopów porównywanych co godzinę
55 nowych rankingów każdego miesiąca
10153 ofert z 11 sklepów

cookies

Używamy cookies w celach świadczenia usług i statystyk.
Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane na Twoim urządzeniu. Możesz zmienić te ustawienia.